Teozofia czyli, jak się sama nazywa, „tajemnicza nauka o Bogu” nie stanowi jakiegoś jednolitego systemu, ale zbiór wierzeń filozoficznych, opartych częściowo na filozofii indyjskiej, częściowo na grecko-neoplatońskiej, częściowo na zasadach kabalistyczno-żydowskich. Nie jest to zatem jakaś nauka nowa (za jaką się podaje i czym łatwowiernych do siebie pociąga), bo pod wpływem indyjskiego filozoficzno-religijnego systemu Buddy już w III i IV wieku po Chr. teozofię uprawiali greccy filozofowie: Plotyn, jego uczeń Porfiriusz i inni neoplatończycy. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa przedostał się neoplatonizm do sekty chrześcijańskiej gnostyków, którzy próbowali swój system połączyć z nauką objawioną Chrystusa. Żydowscy filozofowie średniowiecza, nauczyciele Kabały, usiłowali zasady Starego Testamentu przedstawić w świetle tajemnej nauki teozoficznej, wmawiając w słuchaczy, że ten sposób pojmowania rzeczy został przekazany przez Mojżesza. Niezdrowy prąd mistyczno-teozoficzny zaznaczał się w pismach XV w., w których przebija dążność do tajemniczego mistycyzmu i okultyzmu.

Te niezdrowe prądy, o których było można sądzić, że się już przeżyły, odżyć miały przez energiczną akcję Rosjanki Heleny Bławackiej, Angielki Anny Besant i Rudolfa Steinera, pochodzącego z Austrii. Poznanie tych trzech teozofów pomoże nam do wyrobienia sobie sądu o wartości doktryny.

SZCZEGÓŁY POWSTANIA RUCHU TEOZOFICZNEGO

H. Bławacka urodzona w 1831 r. w Jekaterynosławiu, już w dziecięcych latach podlegała napadom histerii. W 17-tym roku życia wyszła za mąż za generała rosyjskiego Bławackiego, którego niedługo po ślubie opuściła, aby z pewnym magikiem koptyjskim wybrać się w podróż po Azji Mniejszej i Egipcie. W 1851 r. osiadła w Londynie, gdzie uczestniczyła w posiedzeniach spirytystycznych. Potem pod wpływem spirytysty Kardeca przebywała w Paryżu, a od 1870 r. była przez dwa lata w Kairze medium spirytystycznym. W czasie seansu schwytana na oszustwie i ośmieszona, opuściła Kair i przeniosła się do Ameryki, gdzie poznała pułkownika Olcotta. W Nowym Jorku założyła towarzystwo spirytystyczne, którego prezesem był Olcott. Już po kilku tygodniach towarzystwo przybrało nazwę „Towarzystwa Teozoficznego”, jak chciał bogaty i wpływowy spirytysta H. Newton, którego Bławacka pragnęła sobie pozyskać. Tow. Teozoficzne pozostawało w ścisłym związku z lożą masońską „Krzyż Różany”. Newton jednak niebawem wycofał się, widząc oszustwa dokonywane przez Bławacka. W tym czasie Bławacka, pomimo, że jej pierwszy mąż żył jeszcze, wyszła za Ormianina Bettadaya, ale i to jej małżeństwo długo nie trwało. Pomimo zawierania tych małżeństw Bławacka nazywała się „niepokalaną dziewicą”. Skoro jej oszustwa spirytystyczne zostały zdemaskowane w książce znanego spirytysty Douglasa Home’a, przeniosła się do Indii, a za nią podążył Olcott, porzuciwszy własną żonę i dzieci.

W Bombaju, potem koło Madrasu, Bławacka rozwinęła swoją spirytystyczną działalność i założyła szkołę teozoficzną. Dalsze jej oszustwa zostały wykazane przez londyńskie „Towarzystwo dla Badań Psychologicznych”. Zmarła w roku 1891.
Był to charakter nędzny, osoba niewierząca, sama publicznie zeznała, że nie wierzy ani w Boga osobowego, ani nieosobowego. Gdy wyczytał to dr Wyld, zrzekł się prezesury Tow. Teozoficznego, dowodząc, że jeżeli według Bławackiej nie ma Boga, ona sama popełnia niedorzeczność, chcąc uczyć teozofii czyli „mądrości o Bogu”.

Drugą prezeską Tow. Teozoficznego była Angielka Anna Besant, żona pastora anglikańskiego, urodzona w roku 1847. Po 6-ciu latach pożycia opuściła męża i będąc już matką dwojga dzieci, nawiązała stosunek z wolnomyślicielem Karolem Bradlaughiem, który zaciekle zwalczał wszelką religię. Pod jego wpływem zaczęła rozpowszechniać w sferach robotniczych ateizm, socjalizm i neomaltuzjanizm. Za szerzenie niemoralnych broszur, napisanych w myśl teorii Malthusa, została skazana na grzywnę pieniężną i więzienie. W tym czasie zapisała się do loży masońskiej. Ogłosiła drukiem napisane w duchu materializmu Haeckla i Buchnera: Podręcznik wolnomyśliciela, Świat bez Boga, Ewangelię ateizmu. Prawowity mąż Anny Besant wytoczył jej proces, a Bradlaugh wkrótce pozbył się także przyjaciółki.

A. Besant nie wiedząc czemu się oddać zaczęła studiować hipnotyzm, spirytyzm i okultyzm. Kiedy przyniesiono jej Naukę tajemną Bławackiej, zasmakowała w książce, wyrzekła się wolnomyślicielstwa i materializmu, zetknęła się osobiście z Bławacka, a ulegając jej sugestii pojechała z nią do Indii i została jej sekretarką. Po śmierci Bławackiej zaczęła kierować ruchem teozoficznym.

Anna Besant związała się z pastorem angielskim Leadbeaterem; zboczeńcem, który na wyspie Cejlon został buddystą. Za szerzenie niemoralnych nauk, które wywołały burzę nawet wśród teozofów, musiał zostać usunięty z Tow. Teozoficznego, dokąd jednakże po upływie dwu lat A. Besant przyjęła go z powrotem. A. Besant wiele podróżuje i często przemawia, ale postępuje obłudnie, bo zwalcza namiętnie w Indiach naukę chrześcijańską a szerzy buddyzm, a w podróżach swych po Europie dla pozyskania nowych zwolenników swojej nauki pochlebnie, nawet z uznaniem, mówi o praktykach chrześcijańskich i sakramentach. Tak bałamuci łatwowiernych, którzy pewnie by nie ulegali tak łatwo doktrynom przez nią rozpowszechnianym, gdyby pamiętali, co jeszcze św. Paweł w Liście do Tymoteusza napisał: „A niedorzecznych i babskich baśni strzeż się!”.

Z powstaniem nowoczesnej teozofii łączy się, przynajmniej historycznie, dalszy jej produkt, zwany antropozofią. Kiedy teozofia zajmuje się stosunkiem świata do Boga – zadaniem antropozofii jest pouczenie człowieka o jego istocie i przeznaczeniu.Z wykładem antropozofii wystąpił technik, który stał się publicystą, Rudolf Steiner. W r. 1920 zapisał się do Towarzystwa Teozoficznego już niejako uczeń, ale jako mistrz z własnymi ideami, zdobytymi przy studiach nad Goethem, zwłaszcza nad jego Faustem. Kiedy A. Besant spostrzegła dokonaną już ewolucję poglądów, stwierdziła, że teorie Siekiera nie są już właściwie jej teozofią, zaczęły się nieporozumienia, które wzrastały, gdy Steiner zaczął wrogo występować przeciw niemoralnym praktykom Leadbeatera.

Oszukańcze wystąpienie A. Besant, która 13-letniego Hindusa, zwanego przez nią Krisznamurtim, ukazywała w Indiach jako nowego mistrza i zbawcę ludzkości, zraziło wielu; zwłaszcza gdy zachęcona powodzeniem w Indiach, przywiozła chłopca do Europy pod imieniem Alcjona. Przebrawszy go i ucharakteryzowawszy na Chrystusa, zapowiadała bluźnierczo, że z tym hinduskim Alcjonem będzie się teraz dziać to, co niegdyś się działo w Judei, Jerozolimie i na Kalwarii.
Oburzenie na A. Besant doszło wtedy do szczytu. Steiner postanowił z tego skorzystać i na zjazd teozofów, zapowiedziany w Genui, przygotował odczyt, w którym zamierzał zdemaskować Krisznamurtiego i wyświetlić metody Anny Besant i Leadbeatera. Przebiegła A. Besant spostrzegła grożące niebezpieczeństwo i odwołała zapowiedziany kongres teozofów. Tak uniknęła kompromitacji, a chcąc zapobiec trudnościom ze strony Steinera, wykluczyła go w r. 1913 na zawsze wraz z całą sekcją niemiecką z Towarzystwa Teozoficznego.

Nastąpił rozłam wśród teozofów; wówczas Steiner nazwał swoją doktrynę antropozofią, dla odróżnienia jej od teozofii. Steiner określa antropozofię jako wiedzę, którą osiąga się nie zmysłami ani rozumem, ale „wyższym poznaniem” – przez wewnętrzną intuicję, czyli jasnowidzenie.

Steiner przekonawszy się, że opowiadania Bławackiej i A. Besant, o mistrzach teozofii indyjskiej „mahatrnach”, zwłaszcza o mistrzu Morja, były wymysłem histerycznej, chorobliwej wyobraźni”, nie powołuje się na tych „mistrzów”, ale antropozoficzną wiedzę opiera na własnym jasnowidzeniu i z tego jasnowidzenia snuje fantazje. Oto, że ciało człowieka składa się z trzech różnych pierwiastków: fizycznego, eterycznego i astralnego – a dusza człowieka z duszy czuciowej, rozumowej i świadomej, duch człowieka to duch sam, duch życiowy i człowiek duchowy. W eterze kosmicznym Steiner widzi zapisane to wszystko, co ludzi wszystkich wieków myśleli i czynili… z eteru wyczytuje cały proces rozwoju substancji świata. Ta kronika, mówi Steiner, poucza nas nie tylko o historii ziemi, ale o ewolucji Saturna i innych ciał niebieskich, o rozwoju człowieka i jego przeznaczeniu. Z tych fantazji usiłuje Steiner zbudować antropozofię, bez dowodów, które by mogły jego twierdzenia uzasadnić, opierając wszystko to, co twierdzi, na własnym jasnowidzeniu.

RZUT OKA NA OSOBY GŁÓWNYCH PRZEDSTAWICIELI TEOZOFII

Wspomniane szczegóły życia nowoczesnych twórców teozofii przedstawiają ich w świetle, które pozwoli zorientować się w wartości głoszonych doktryn. Bławacka wyznaje, że najważniejsze prawdy wiedzy teozoficznej zawdzięcza mistrzom indyjskim czyli mahatmom, gdy świadectwa, których w stolicy Tybetu dostarczyli znawcy, stwierdziły, że mahatmowie nie istnieli. Listy mahatmów rzekomo pisane do A. Besant były fałszerstwem. Guenon, w swojej książce Le theosophisme przytacza list Bławackiej do Sołowiewa, w którym pisząca przyznaje sama, że mistrz Morja, na którego się powoływała, był tworem jej wyobraźni.

Bławacka i A. Besant, chwytane podczas seansów spirytystycznych na oszustwach, opuszczać musiały miejsce swoich wykładów i wyjeżdżać, i gdzie indziej szukać naiwnych słuchaczy. A podróż z Hindusem, którego A. Besant w Indiach nazywała Krisznamurtim, a w Europie Alcjonem, co mówi o jej uczciwości? O moralności głównych przedstawicielek teozofii wiemy zbyt wiele. Steiner, chociaż, tyle mówił o jasnowidzeniu i uważał je za konieczne stadium do osiągnięcia swego przeznaczenia, żadnego „jasnowidza” nie wychował, a praktyki zalecane przez niego, wycieńczające organizm, niejednego ucznia doprowadziły do domu obłąkanych, albo i do grobu, a u wielu powodowały zanik pamięci i zboczenia seksualne.

Już same szczegóły z życia przedstawicieli teozofii muszą nasunąć myślącemu poważne wątpliwości co do doktryn. Cóż jednak sądzić należy o ich nauce w świetle przedmiotowej oceny?

CZYM JEST TEOZOFIA WOBEC ROZUMU I CZEMU ZAWDZIĘCZA SWOJE ROZPOWSZECHNIANIE?

  1. Teozofia mając kierunek pozornie spirytualistyczny, stanowi reakcję przeciw materializmowi, ale wpada w błędy i konsekwencje panteizmu i monizmu, które rozpowszechnia pod odmienną nazwą teozofii (albo antropozofii). Twierdzenie to opieramy najściślej na własnych słowach przedstawicieli nowoczesnej teozofii. Oto co mówi Bławacka w Der Schliissel der Theosophie: „Teozof odrzuca pojęcie Boga osobowego… a wierzy w boski pierwiastek powszechny. Te trzy rzeczy: Bóg, dusza i człowiek, tak samo jak wszechświat, z pochodzenia swego tworzą jedność absolutną z niepoznawalną istotą wieczną”. Jest to pogląd panteistyczny.

    Anna Besant pisze: „Teozofia w zakresie religii jest panteizmem, bóg jest wszystkim, a wszystko jest bogiem”.

    Steiner twierdzi: „Jaźń ludzka jest bóstwem tego samego gatunku i lej samej istoty… dlatego człowiek może w sobie znaleźć bóstwo, gdyż jego najwłaściwsza istota wzięta jest z bóstwa”.

    Powyższe słowa stwierdzają, że teozofowie swoją doktrynę oparli na panteistycznych i monistycznych zasadach. Przytoczone przez nas dowody przeciw panteizmowi i monizmowi obalają tym samym podstawę, na której się nowoczesna teozofia opiera. Sama jej nazwa zawiera w sobie sprzeczność. Bo jakże teozofia może być nauką o Bogu, skoro sama żadnego Boga nie uznaje… jakże mogą teozofowie i antropozofowie łudzić swoich adeptów, że przez praktyczne ćwiczenia (jogi) doprowadzą ich do bezpośredniej wizji Boga, skoro sami nigdy na sobie tego nie doświadczyli, skoro sami przeczą istnieniu tego Boga, którego obiecują ludziom ukazać!

    Teozofia zatem i antropozofia wobec zdrowego rozumu przedstawiają się jako splot niedorzeczności i sprzeczności, które poważnej krytyki naukowej nie wytrzymują.

    Na próżno by kto szukał w doktrynie teozoficznej jednolitego systemu, który by można logicznie zwalczać. Teozofia bowiem stawia twierdzenia tak nieuchwytnie, że trudno orzec, co ma być według niej naukowym dowodzeniem, a co wytworem schorzałej lub przewrażliwionej wyobraźni. Nie tylko samą rzecz przedstawia niejasno, ale usiłuje – w imię „wyższej” harmonii – pogodzić najbardziej skrajne i sprzeczne poglądy, nieraz odstępuje od tego, co twierdziła; albo ogólnikami i frazesami zbywa to, co należało naukowo udowodnić. Dlatego trudno pochwycić prawdziwą jej postać i stanowczo nie podobna nakreślić jej rysów.

  2. Samo z siebie nasuwa się więc pytanie, skąd pochodzi to, że wspomniane obie doktryny teozoficzne, opierające się na takich błędach i przeciwnościach, znajdują jeszcze obrońców -owszem, że nieraz trafiają do przekonania ludziom rozsądnym, że zdołają pociągać ku sobie nawet niezepsute serca?

Odpowiadamy na to:

  1. Historia wykazuje, że było wiele systemów filozoficznych i sekt religijnych, przeładowanych jeszcze bardziej niż teozofia błędami, a mimo to przez długie czasy cieszyły się powodzeniem. Cóż bardziej niedorzecznego nad spirytyzm, ile fałszów i oszustw przy jego praktykowaniu wykrywano u Bławackiej i A. Besant, a nigdy nie brakowało tych, którzy im wierzyli i nadal wierzyć będą – jakby na potwierdzenie słów Eklezjastyka Pańskiego (1, 15) o wielkiej liczbie ludzi niemądrych.
  2. Teozofia wmawiając w zwolenników, że jest nauką tajemną o Bogu, nie dla wszystkich, ale dla wybrańców przeznaczoną, tą tajemniczością schlebia tym, którzy się za coś wyższego od innych mają, a którym wskutek braku odpowiedniego wykształcenia zdaje się, że w sprawach najważniejszych, dotyczących Boga i przeznaczenia człowieka, mogą się wyłącznie na własnych dociekaniach opierać, odrzucając przy tym zupełnie naukę objawioną przez Boga, której nic nie może zastąpić. Nic dziwnego przeto, że ludzie znajdując w sercu swoim i umyśle próżnię, którą pragnęliby czymś zapełnić, ulegają wtedy złudzeniom, jakie teozofia podaje i rozbudza, twierdząc, że człowiek może przez marzycielskie ćwiczenia (jak uczy Steiner) wyrobić w sobie zdolność do zetknięcia się przez wewnętrzną intuicję z Bogiem, czyli dojść do bezpośredniego widzenia Boga, nie przez zmysły albo przez rozumowanie, ale przez psychiczne podniecenie.

Ta skłonność do pewnego mistycyzmu i rozpowszechniona chęć poznawania rzeczy tajemnych, odnoszących się do Boga i życia pozagrobowego – czyni dusze do tego skłonne podatnym materiałem dla teozofii.

A nie jest to rzecz nowa, gdyż już Arystoteles zauważył, że człowiek chciałby zobaczyć tego Boga, na którego dzieła ustawicznie patrzy . To pragnienie jednak, które św. Tomasz nazywa naturalnym , nie może być zaspokojone na tym świecie. Albowiem, jak doświadczenie uczy, dusza człowieka czerpie wszelkie swoje pojęcia za pomocą zmysłów. Według zasady filozoficznej, nie ma nic w rozumie ludzkim, co by nie przechodziło przez zmysły. Stąd o Bogu nie mamy pojęć bezpośrednich, właściwych, ale tylko analogiczne, jak to w następnym rozdziale wyłożymy. Wskutek tego żaden rozum stworzony nie może o własnych siłach oglądać bezpośrednio istoty Bożej. Dlatego nawet święci sami wyznawali, że w chwilach nadprzyrodzonego zachwytu (czyli w ekstazach) nigdy nie widzieli Boga samego w sobie, ale tylko doświadczali Jego obecności w skutkach błogich dla duszy. Pod wpływem nadprzyrodzonych oświeceń zdolni byli do poświęceń dla bliźnich, wymagających zupełnego wyrzeczenia się siebie!

Tajemniczość teozofii, idąca w parze z okultyzmem, w swoisty sposób działa i na ludzi starych. Budzące się w ich sumieniu przeświadczenie, że kiedyś, a może już wkrótce, odpowiedzą przed Bogiem za czyny własnego życia, popycha niektórych do badania spraw dotyczących tego, czego mogliby się spodziewać po śmierci. Tacy, o ile przedtem z dala trzymali się od Boga i praktyk religijnych, skłonni są chwytać bezkrytycznie każdą teorię, która by ich od odpowiedzialności zwalniała lub uspokajała chwilowo. Tym tłumaczy się skłonność do antropozofii, aby ignorując to, czego o życiu pozagrobowym uczy religia objawiona przez Boga, kierować się nauka Steiner a.

Jedną z przyczyn powodzenia teozofii jest przesadna, zwłaszcza u kobiet, uczuciowość i wrażliwość, będąca często wynikiem zmysłowości, a nawet i wykroczeń przeciw moralności, które oddalają duszę od wiary w prawdziwego Boga, a prowadzają do „moralności” wygodnej, niezależnej. Podniecona przez zmysłowość wyobraźnia wprawia w stan chorobliwy, histeryczny, będący najwdzięczniejszym podłożem dla spirytyzmu i okultyzmu, lak ściśle związanych z teozofia. Przytoczone szczegóły z życia przedstawicielek teozofii są tego ilustracją.

Wyłuszczonym racjom sprzyja w Polsce ignorancja religijna, czyli nieznajomość najbardziej zasadniczych prawd wiary, wskutek czego niejeden sądzi, że może się uważać za. katolika, a równocześnie czytywać książki teozoficzne. – Kto pobłażliwym okiem patrzy na to, co podkopuje wiarę, a nie troszczy się o uzupełnienie wykształcenia religijnego, ten łatwo traci grunt wiary objawionej, a jej brak pragnie zastąpić złudnymi fantazjami, w jakie teozofia obfituje.
Oba omówione przez nas kierunki teozofii, korzystając z łatwowierności oraz ignorancji religijnej wielu, narzucają im swoje niczym nie stwierdzone doktryny tym łatwiej, że działają na gruncie duchowym, na którym doraźne doświadczenia nauko-we są niemożliwe, działają przeto na umysły ludzi naiwnych przez sugestię, czyli wmawianie.

Przemawiając do bardziej wykształconych, teozofie stroją się w pióra filozoficznej nauki – mówiąc do religijnie wychowanych, wyrażają się oględnie i chwalą ich praktyki religijne. Wplatają nawet w swoje wywody słowa Pisma Św. lub Ojców Kościoła i dogmaty katolickie, aby pod pozorem chrześcijańskiej przemycić własną teozoficzną doktrynę, a naiwnych zwabić.

Gdyby w społeczeństwie naszym było mniej łatwowierności, a więcej gruntownego wykształcenia religijnego, Bławacka, A. Besant i Steiner straciliby grunt dla swoich mglistych, chorobliwych, a nawet oszukańczych teorii, które – jak mówi prof. Wais – są trucizną, sprowadzającą zamęt w życie duchowe jednostek i rodzin, a tym samym podcinają tężyznę organizmu narodowego.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Dodaj swój komentarz / intencję - podaj imię i wpisz treść

Uwaga. Komentarz zostanie zmoderowany przed publikacją.